UPADŁO

Uncategorized

0 komentarze

WIESZAK

zdjęcie 6

0 komentarze

SPINKA

zdjęcie-kopia 3

0 komentarze

FASOLKA

zdjęcie 4

0 komentarze

WSUWKA

wsuwka

0 komentarze

BÓL

tramadol

0 komentarze

JAJKO

jajkowrony

0 komentarze

KAPSUŁKA

kapsulka

Od biegania wolę chodzenie, bo od patrzenia wolę widzenie, a kiedy biegnę – nie widzę, dlatego też szłam.

Idąc, zauważyłam, że chyba nigdy nie byliśmy tak zdrowi jak jesteśmy chorzy, odkąd na chodnikach, tu i tam, wszędzie leżą opakowania po lekach i leki czy też raczej dowody na to, że nie jesteśmy już jedynie pasożytami, ale raczej żywicielami tych, których nawet ja nie widuję, mimo że zazwyczaj widuję nawet to, czego nie widać.

I tak to poznałam Rebekę, która umarła tam, gdzie się urodziłam. Zbieżna w tej zbieżności była tylko przestrzeń; do czasu, w którym żyła Rebeka przeniosła mnie kapsułka. Leżała na chodniku i patrząc na nią – widząc ją, pomyślałam sobie, że mogłabym do niej wejść. Że jeśli wejdę do tej kapsuły, to wyjdę z niej w tym samym miejscu, lecz o innym czasie i tak było.

W tym innymi czasie była Rebeka. Od razu zauważyła moje buty, powiedziała, że gdyby ona takie miała, to by je zjadła. Co to była za dziewczyna, głodna. Oddałam jej więc buty, by je zjadła albo pochodziła w nich, może i obeszła nawet moje urodziny? Obchodziłam je właśnie tego dnia. Zgodziła się, umówiłyśmy się na dwudziestą.

W tym roku, jak co roku, zostałam zaskoczona tym, że nikt mnie niczym nie zaskoczył. Mąż złożył mi życzenia, a składając je, czego mógłby mi życzyć, zapytał. Zdrowia, odpowiedziałam, gdyż przypomniały mi się poprzednie urodziny, w które to miałam kłopoty urologiczne, o których to – że cóż, jak to w urodziny, powiedział mąż, te kłopoty urologiczne – mimo że wcale nie było to dla mnie takie jedno wynikające z drugiego.

W te jednakże miałam się dobrze; zbliżała się dwudziesta. Drzwi otwierałam, przyjmowałam, zamykałam, otwierałam, przyjmowałam; życzono mi zdrowia, zdrowia i jeszcze raz; po dwudziestej pierwszej jeszcze siedziano, jeszcze popiół strzepywano do popielniczek, jeszcze strzepywano, jeszcze ze swoich szklanek pijano, pijano.

Już niedługo, powiedziałam, przyjdzie do nas taka, jak ją nazwałam, dziewczyna. Nie stąd. I proszę, by powstrzymano się przy niej od odnośnie niej komentarzy, że dlatego tak mówię, powiedziałam, że różnie z tym w Polsce, w której człowiek człowiekowi wilkiem bywa, w Polsce, w której wilki, powiedział taki kolega, są na wyginięciu i kiedy tak powiedział, że jeśli o tym, dodałam, to ta dziewczyna jest Żydówką, na co że jest tym, kim

jest czy też chce być, odpowiedział ktoś inny.

To był ktoś, kto chciał być obiektywny, gdyż przyszedł z dziewczyną ze Szwajcarii, co poznaliśmy po tym, że kiedy rozmawialiśmy o Rebece  czy o interwencjach lądowych, czy powietrznych, to ona się nie wypowiadała. Ten ktoś, kolega, kiedy mu o tym, że my już wiemy, że ona jest ze Szwajcarii, powiedzieliśmy, że dlatego tak mówimy, stwierdził, że my ze Szwajcarii nie jesteśmy, że przez kompleksy, powiedział, co prawdą nie było.

Rebeki również, a tak jej wyglądaliśmy i mówiliśmy sobie o tym, że Polska jest dla wszystkich – zwłaszcza, jak podkreśliła jedna koleżanka, dla wszystkich, choć wiadomo, że jeśli coś jest do wszystkiego to jest do niczego, no, ale nie Polska, bo Polska nie powinna być tylko dla Polaków, a ziemia dla ziemniaków, że to już było, minęło, powiedziała, po czym, że o, pajączek i że trzeba by było go zabić.

A tak w ogóle, skąd się znacie, poznałyście, chciano wiedzieć, więc opowiedziałam o tej kapsułce, która przeniosła mnie w czasie, nie przenosząc w przestrzeni, że tu było getto, gdzie stoimy, tu stało. No i tak. Już siedziano, już popiół poza popielniczki strzepywano, już strzepywano, już nie ze swoich szklanek pijano, już pijano. I mówiono, a ciecierzycę gotowałaś czy kupowałaś, czy z puszki jest ta ciecierzyca i znów o Rebece, o tym, że nie jest stąd i że są tacy ludzie w Polsce, którzy nie lubią, gdy ktoś nie jest stąd i – żebyśmy już przestali, powiedziała wtedy taka koleżanka, gdyż robimy teraz właśnie to, czego od nas chcą, byśmy robili nasi polityczni, społeczni przeciwnicy, którzy nie uważają, że Polska jest dla wszystkich, otóż znowu mówimy o nich, czy nie widzicie tego, nie widzicie, robimy właśnie to, czego od nas chcą – nudzimy się!

A tak, że wkrótce wszyscy moi znudzeni koledzy i koleżanki zasnęli; zasnęli na wykładzinie. Spali na niej. Śnili, zdaje się, że o Polsce, gdyż w tych snach przed czymś czy do czegoś uciekali, rękoma i nogami uciekali, uciekali, wszyscy prócz dziewczyny ze Szwajcarii, która wyszła. Wyjeżdżała nazajutrz do Szwajcarii. Wychodząc, powiedziała, że wyjeżdża tam, dokąd my nie wyjeżdżamy, że my już na zawsze zostaniemy w Polsce, a zawsze to jest Niemcy i Rosja.

Tymczasem moi koledzy i koleżanki śnili tak, że nie wybudziło ich ze snu pukanie do drzwi. To Rebeka była; przepraszała. Coś ją, jak to powiedziała, zatrzymało. Złożyła mi życzenia, mówiąc, że życzy mi zdrowia, żebym jednakże wiedziała, że można też umrzeć z innych niż brak zdrowia powodów i że coś o tym wie. Umarła na to tutaj, gdzie ja się urodziłam, zdaje się, że była to nienawiść, tutaj, gdzie na chodnikach, tu i tam, wszędzie leżą leki, leki, leki, leki, leki, wszędzie leki i gdzieniegdzie opakowania po nich; nim wyszła, poprosiła o szklankę wody. Czy z gazem, zapytałam, czy bez, odpowiedziałam już sobie sama.

Wyszła. Koleżankom i kolegom, kiedy się obudzili, powiedziałam, że Rebeki nie będzie, nie żyje, na co odpowiedziano, no co ty, ale serio, kurwa, nie żyje i że trzeba by się było, powiedzieli, złożyć na jakąś dla niej wiązankę.