UPADŁO

0 komentarze

ŁYŻKA

lyzka

Z Polski wyjeżdżam, gdy jestem już tak głodna, że głód, który odczuwam, jest większy niż bułka z kotletem, niż Warszawa. Wyjeżdżam z niej po zdrowie, poza nią jest inne ukształtowanie terenu, w linii prostej od niej jest Berlin, w którym powietrze jest takie, że już nie kurczą mi się oskrzela, że rozszerzają mi się w Berlinie, jak mówi mąż, nogi. Ale i usta, a! Kiedy chodzę po nim i widzę – te wzory, te kolory!

Ależ ja byłam głodna. Ależ zgłodniałam w Berlinie, do którego wzięłam z sobą kanapki z masłem i żółtym serem, z którego wzięłam je z powrotem do Warszawy, w niej nakarmiłam nimi chude koty czy dzieci zdychające pod kościołami katolickimi. Taka głodna byłam w Berlinie! A ile w nim było tego, nowego.

Były tez lody o smakach, jakie w Polsce nie występują, gdyż kto by je kupował. Wciąż je z mężem jedliśmy i o nich mówiliśmy, chyba że znów je jedliśmy, a przy nas jedli je Palestyńczycy z Izraelitami i chłopcy ze swoimi mężczyznami, no w ogóle, wszyscy je jedliśmy, waniliowe, śmietankowe, jedliśmy je ustami, a nawet rękami (rękoma) i nogami, o czym opowiadaliśmy z mężem znajomym w Warszawie, jedząc coś tam gdzieś tam – sztućcami, że gdzieś jest tak, jak nie jest u nas, a łyżka na to nie

możliwe.

Skomentuj